2 października, 2022

ma Gicology

Moc tematów

W poszukiwaniu najlepszego napoju słodzonego

Lekko fabularyzowane

Historia moja z napojami słodzonymi jest długa i niewarta opowiedzenia jej w całości. Jednakże co warto opowiedzieć jest historia mojego kultowego poszukiwania tego jednego napoju. Będąc w Ameryce miałem przyjemność spróbowania jednego z najlepszych napoi słodzonych, jaki kiedykolwiek miałem w ustach. Byłem i jestem do dzisiaj nim oczarowany. Nie chciałem się z nim rozstawać, więc zakupiłem całkiem poważny zapas tego napoju w pełni świadomy tego, że jak tylko mi się on skończy to mogę nie mieć już możliwości jego ponownego pozyskania. I tak też się stało. Nie minęło nawet pół roku, kiedy to wypiłem ostatnią kroplę tego cudownego nektaru.

Dosyć dramatycznie

Chcąc więcej postanowiłem udać się na eskapadę po mieście, sprawdzając każdy możliwy sklep w poszukiwaniu za tym napojem słodzonym. Wraz z nadejściem weekendu wyruszyłem pociągiem z pustym plecakiem, banknotem dwustuzłotowym oraz wcześniej przygotowaną mapą wszystkich sklepów, które mogły zawierać ten napój słodzony. Wyruszyłem pełny optymizmu, jednak z każdym sklepem trochę go ubywało. Sklep za sklepem, kasjerka za kasjerką, nikt nawet nie był świadomy, że taki napój istnieje. Powoli traciłem wiarę w to, że kiedykolwiek go jeszcze spróbuję. Dziesięć sklepów, dwadzieścia, nikt go nie miał. Myślałem, że oszaleję, dlatego już lekko pesymistycznie nastawiony do tej całej eskapady postanowiłem zrobić sobie przerwę w knajpie z kuchnią azjatycką. Zostało mi pięć sklepów do sprawdzenia, po czym musiałbym szukać na ślepo. Z pełnym żołądkiem wyruszyłem dalej. Cztery sklepy do sprawdzenia, trzy, dwa, ostatni. Nic. Nigdzie w całym mieście nie mogłem znaleźć tego napoju słodzonego. Byłem zdruzgotany. Nie mogłem się pogodzić z faktem, że już nigdy nie będę mógł spróbować tego rarytasu, króla napoi słodzonych. Zdewastowany postanowiłem zakończyć tą eskapadę tabliczką czekolady oraz litrową butelką koli, więc wybrałem się do najbliższego sklepu spożywczego. Nie miałem go na liście, gdyż to był po prostu najzwyklejszy sklep spożywczy prywatnie operowany. Starszy pan mnie przywitał, ja ze smutnym wyrazem twarzy również się przywitałem, wziąłem tabliczkę czekolady i spojrzałem na selekcję napojów słodzonych. Wtedy to zobaczyłem, niebo na ziemi, cud nad Wisłą, Cała półka dokładnie tego, czego szukałem. Oczy mi się zaświeciły i bez zastanowienia spytałem się kasjera, czy byłby to problem, gdybym kupił całą półkę tego jego napoju. Na moje szczęście nie miał z tym żadnego problemu, nawet wręcz przeciwnie! Prawie nikt tego nie kupował, więc był bardzo zadowolony, że będzie mógł się tego pozbyć. Dodatkowo dał mi lekką zniżkę na te całe zakupy, więc byłem w stanie kupić ich o wiele więcej. I tak zadowolony wróciłem do domu z plecakiem wypełnionym po brzegi najlepszym napojem słodzonym jaki miałem przyjemność pić.